Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Beauty&Care. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Beauty&Care. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 kwietnia 2016

Kultowy Collection lasting perfection vs Catriece liquid camouflage. Który jest lepszy? Czym się różnią?


Hej dziewczyny!

Jakiś czas temu głośno zrobiło się o korektorze z Catrice, który podobno ma być odpowiednikiem  
 już chyba kultowego korektora lasting perfection z Collection 2000. Tak więc zakupiłam oba i o to ich porównanie. Bo nie była bym sobą jak bym sama tego nie sprawdziła.
 O to przed Wami wpis o moich wrażeniach po testach obu korektorów.
 Czy są  to takie same produkty? A może są zupełnie inne? 
Zapraszam!




Zacznę od krótkiego opisania właściwości obu korektorów, pierwszy będzie:

 Lasting perfection z Collection

plusy:

- Ma naprawdę duże krycie, przy czym nie jest bardzo ciężki. (potrafi zatuszować tatuaż)
-Jest bardzo trwały, co jest wielkim plusem gdy chcemy go używać jako bazę pod cienie. 
Muszę przyznać, że świetnie się do tego sprawdza. (po całym dniu noszenia cienie są w nienaruszonym stanie!)
-kolor 1 jest idealny dla bladzichów! 
- cena jest naprawdę korzystna, 
- dobrze się wtapia w skórę,
-ma bardzo delikatny prawie niewyczuwalny zapach.

Minusy

- może być trochę za suchy żeby używać go pod oczy,
-nie jest dostępny w Polsce stacjonarnie ,
-z opakowania ścierają się wszystkie napisy (tak wiem czepiam się :p) ,
- po jakimś czasie delikatnie gęstnieje w opakowaniu.



Teraz kolej na liquid camouflage z Catriece 

plusy:

-bardzo wydajny,
-średnie krycie idące w kierunku mocnego,
-dobrze się utrzymuje na skórze,
-ładnie się wtapia w strukturę skóry,
-niska cena,
-ma śliczny delikatny zapach, (przypomina mi krem z Niva),
-z opakowania nie ścierają się napisy.

Minusy:

-bardzo trudno go dostać, wiecznie jest wykupiony, 
-potrafi delikatnie ciemnieć,
-są dostępne tylko dwa kolory.




Ich właściwości wydają się bardzo podobne, kolory również, 
więc czym się różnią i który jest lepszy?

Jeśli chodzi o komfort użytkowania to Catrice jest zdecydowanie lżejszy, rzadszy i nie jest tak bardzo suchy jak Perfection.  Na pewno dużo lepiej sprawdzi się pod oczy. 
Natomiast Perfection zdecydowanie wygrywa jako baza pod cienie, świetnie ujednolica 
kolor powieki, podbija pigmentację cienia, a po całym dniu noszenia wygląda prawie że idealnie, 
w odróżnieniu od Catrice, który po całym dniu, roluje się w załamaniu. (Nawet dobrze przypudrowany) Jeśli chodzi o krycie, tu też minimalnie wygrywa Collection (zdjęcie poniżej) .
Ma mocniejsze krycie, ale potrafi stworzyć suchą skorupkę, dla mnie jest za ciężki pod oczy, 
ale to kwestia gustu.




Jak widzicie różnice są minimalne, ale są! Co sprawiają, że oba korektory mają zupełnie dwa 
różne zastosowania. Który jest lepszy? Tego Wam nie powiem, bo szczerze nie wiem, oba są świetne, ale zupełnie inne, dlatego decyzja należy do Was, bo to Wy wiecie czego oczekujecie od korektora! :) 




Jest to moja opinia, więc jestem ciekawa czy ktoś z was testował oba i jakie jest jego zdanie. 
Mam nadzieję, że przyda Wam się ten wpis, jeśli zastanawiałyście się nad zakupem któregoś z nich.

Do następnego, buziaki :D

S&B

wtorek, 15 marca 2016

Ulubieńcy Lutego i Marca 2016




Hej Wszystkim!

Już dawno Luty za nami i jak zwykle spóźniłam się z ulubieńcami, dlatego postanowiłam połączyć ulubieńców z dwóch miesięcy, Lutego i Marca. Mam nadzieję, że obejrzycie z
przyjemnością!


Jako pierwsze przedstawiam Wam matowe pomadki z Lovely. Są obłędne! Uwielbiam je, a w szczególności kolor 01. Jest to zgaszony, brudny róż, bardzo ładny, neutralny kolor, pasuje na co dzień i na specjalne okazje. Kolor 03 to krwista, intensywna czerwień, idąca raczej w chłodne tony.
Sama konsystencja pomadek jest bardzo przyjemna, w formie rzadkiego musu, który zastyga na 
ustach na mat. Są to pomadki matowe, więc siłą rzeczy trochę wysuszają usta, ale w niewielkim stopniu, są raczej przyjemne w aplikacji i noszeniu. Trwałość nie jest powalająca, ale jak na pomadki za niecałe 10 zł jest naprawdę dobrze. Jedynym minusem jest to, że wszędzie są zawsze wykupione. 




Czas na moje wielkie odkrycie. Maska z Shephory, która już po pierwszym użyciu sprawiła, że 
wiedziałam, że zostanie ze mną na długo długo. Jest to tańszy zamiennik, aczkolwiek dalej nietani (niestety), kultowej maski glamglow (chyba tej białej wersji). Tańszy nie znaczy gorszy, o czym się 
przekonałam porównując składy. Maska z Shephory zawiera więcej głównej substancji czynnej niż 
glamglow, która na pierwszym miejscu ma wodę! Do rzeczy, maska błotna oczyszcza
twarz /pory z zanieczyszczeń, dodatkowo delikatnie złuszcza i łagodzi podrażnienia i stany zapalne.
Podsumowując maska jest naprawdę strzałem w dziesiątkę, ale niestety ma ten sam minus co 
pomadki z Lovely, Ciągle wyprzedana. :C 

Ps. Jeśli chcecie dokładniejszą recenzje, to dajcie znać w komentarzach ;)




W Lutym postawiłam na glow, kontrolowane rozświetlenie, dlatego w moim dziennym makijażu, 
królował rozświetlacz w kremie z maca i różowe kulki o satynowym wykończeniu. Bardzo 
polubiłam jaki dają razem efekt, ahh niech się świeci!




Glow, subtelność i ... lenistwo, w lutym nie było miejsca ani czasu na malowanie brwi od "szablonu",
dlatego na liście ulubieńców zagościł również, koloryzujący żel do stylizacji brwi, trzy machnięcia 
ręką i gotowe, brwi ułożone, a czas oszczędzony. :D




Lenistwo i wygoda to chyba były słowa przewodnie lutego, dlatego na twarzy jak była taka potrzeba, 
to lądowało sprawdzone i zgrane trio składające się z kremu BB z under twenty (jedyny krem BB jaki do tej pory polubiłam), płynnego kamuflażu z Catrice ( o nim więcej w następnym poście) i pudru 
ryżowego z Ecocery, który jest hitem! Wspaniale matuje i spaja ze sobą cały makijaż, 
dając bardzo naturalny efekt.




Na koniec jeszcze szybki powrót do pielęgnacji, czyli zestaw niezbędny dla przesuszonej skóry.
Co tu dużo gadać oba produkty robią swoją robotę i są naprawdę dobre. Dobrze nawilżają i 
przywracają uczucie komfortu skórze.



To już wszystko, dajcie znać co Wam się sprawdziło w ostatnim czasie i co polecacie.

Do następnego, Buziaki 

Dominika :*

piątek, 12 lutego 2016

Jak podkreślić makijażem kolor oczu? 2/4 Brązowa tęczówka.



Hej dziewczyny!

Czas na drugą część, z serii o kolorach tęczówek. Dziś przyszedł czas na brązowe oczy.
Posiadaczki brązowych oczu mają o tyle dobrze, że brąz wygląda świetnie w prawie wszystkich kolorach, ale tak samo jak inne kolory, też posiada swoje odpowiedniki na kole barw, które jeszcze bardziej podbijają kolor brązowy!




Dla przypomnienia wstawiam koło barw, jeśli nie czytałyście poprzedniego posta o oczach zielonych i nie wiecie o co chodzi zapraszam Kliknij TU . 




Na początek zacznę może od tych szalonych i niecodziennych kolorów, w których towarzystwie 
brązowy będzie się wydawał bardziej intensywny i nasycony. 
Są to wszystkie odcienie niebieskiego zaczynając od delikatnego baby blue, aż po granaty, 
następnie wszystkie zielenie, zaczynając od świeżych nasyconych i jasnych, aż po te ciemne z drobinkami złota (uwielbiam to połączenie!). Idealnym kolorem również będzie morski czy mięta.



Teraz czas na trochę bardziej stonowane i dzienne barwy, które jednak nie będą tak 
mocno wydobywać brązu jak niebieskości i zielenie. Są to barwy harmonijne, które bardzo ładnie współgrają z brązowym i wzajemnie się dopełniają. Są to głównie ciepłe brązy, ciepłe złota, rudy i pomarańcze, przybrudzone stare złoto no i słodkie róże. 
Czyli brązowookie mają szerokie pole do manewru. :)




Jak już we wcześniejszym poście wspominałam, koło barw i ta cała teoria ma Wam tylko pomóc 
w doborze najlepiej dopasowanych do Was cieni. Kolor tęczówki to jedno z wielu kryteriów wyboru, ale to do Was i Waszej wyobraźni należy jakich cieni lubicie i będziecie używać, makijaż to głównie zabawa kolorem i wyobraźnią! :)


A jak użyć takich szalonych kolorów na co dzień?

Nic trudnego wystarczy np. zastąpić zwykłą czarną kreskę butelkową zielenią, 
lub ciemnym granatem.


To już wszystko, mam nadzieję że coś pomogłam :)
Zapraszam do obserwacji i polubienia strony na facebook'u

Do następnego! :*


niedziela, 10 stycznia 2016

Jak podkreślić makijażem kolor oczu? 1/4 Zielona tęczówka.




Hej wszystkim!

To pierwszy z czterech planowanych wpisów, o tym jak podkreślić kolor tęczówki.
W tym poście pokażę wam, jakie kolory wydobywają, a jakie stanowią harmonijne połączenie 
z zielonym kolorem oczu.




Na początek szczypta teorii. Bo nic nie bierze się z niczego. 
Koło barw to istotna pomoc w określaniu kolorów, które współgrają lub podkreślają dany kolor.
Skupmy się na zielonym. Kolory które na kole sąsiadują z zielonym doskonale do niego pasują 
i subtelnie się z nim komponują, jednak nie sprawią że zielony wydaje się nam bardziej zielony.

Natomiast odcienie, które leżą na przeciwko zieleni, zestawione z kolorem zielonym, 
niesamowicie go podkreślą i wybiją na pierwszy plan, oczywiście z wzajemnością. :)



Wydawać by się mogło to proste jednak, sprawę komplikuje to, że nie istnieją chyba idealnie 
zielone oczy. Tęczówki mają przeróżne odcienie, kombinację i różnobarwne dodatki w 
postaci np. obwódek, kropek, itp. Ale spokojnie. :P
Przygotowałam zestawienie, najbardziej uniwersalnych odcieni pasujących do zielonej tęczówki.

Oczywiście nie znaczy to, że jeśli macie ochotę na inne kolory, to nie możecie ich użyć. 

Wyobraźnia jest naszym jedynym ograniczeniem!


Na początek kolory, które szalenie  podkreślą zielony kolor Waszej tęczówki.
Są to wszelakie fiolety np. lilia, wrzos, dalej róże, burgundy, oberżyna w dalszym 
ciągu bardzo modna, a przede wszystkim 
czerwony, ale to już dla odważnych :P




Kolory które współgrają ale nie podkreślają to mięta, morski, żółty.

Czas na kolory neutralne, w których wiele osób czuję się bardziej komfortowo na co dzień 
niż w fioletach. :P Są to wszystkie brązy o czerwonawym zabarwieniu, mahoń cudownie wydobywa 
zieleń. Dalej stare złota, zgaszona miedź, ciepłe złoto harmonijnie współgrają z zielonym.




A jak wnieść trochę koloru do makijażu dziennego?

Wystarczy odrobinę np. połyskującego pigmentu w kolorze który podkreśla waszą tęczówkę. 
Nanieść zwilżonym pędzelkiem na wewnętrzny kącik oka. 

Pamiętajcie jednak, by były to 
jasne kolory bo ciemny sprawi, że oko będzie wyglądać na bardziej zmęczone.




To już wszystko, starałam się bardzo nie rozpisywać, mam nadzieje, że 
Was nie zanudziłam.

Zapraszam do obserwacji i do polubienia mojej strony na fb, jeśli chcecie być na bieżąco!

Buziaki i do następnego!
S&B

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Buble kosmetyczne, czyli od czego trzymać się z daleka.



Hej Wszystkim!



Pierwszy post w 2016 i niestety nie będą to ulubieńcy, ale buble, które czy się tego chce, czy nie 
czasem pojawiają się w zbiorach kosmetycznych. Na szczęście nie zdarza się mi to często, ale zebrało mi się parę takich kosmetycznych niewypałów.

____________________________________


Na pierwszy ogień idzie balsam z Garniera- odżywcze mleczko do skóry bardzo suchej.

Co obiecuje nam producent? 

- Natychmiastowe odżywienie i wygładzenie 
- przez 24 h skóra jest nawilżona
- po 7 dniach zmniejszona szorstkość, zmniejszone wysuszenie skóry i większa sprężystość.

Powiem tak.... bzdura
Moja skóra jest naprawdę sucha i potrzebująca, nakładając go na skórę czułam  jak bym smarowała się wodą. Owszem, szybko się wchłania, ale co z tego jak skóra przed i po niczym się 
nie różni. Z pewnością nie jest nawilżona przez 24h bo nie jest nawilżona nawet zaraz po nałożeniu.



Postanowiłam poszukać przyczyny porażki Garniera w składzie. No i znalazłam, z tą wodą to się 
za wiele nie pomyliłam, majestatycznie zajmuję pierwsze miejsce, ale hitem jest parafina na 
drugim. Parafina czyli chyba najtańszy "nawilżacz" na rynku. Daje tylko pozorne "nawilżenie". Już po tak świetnym początku, nawet nie chce mi się dalej analizować składu, porażka.




Kolejna katastrofa to tusz Scandaleyes od Rimmel'a. Maskara, ma pogrubiać i idealnie rozczesywać 
rzęsy nie zostawiając przy tym grudek. Może i pogrubia rzęsy, ale niemożliwie skleja je, zostawia grudki, w ciągu dnia się osypuję do takiego stopnia, że wieczorem wygląda się jak panda.
Na dodatek rzęsy po tym tuszu są sztywne jak druty. 




Królem dzisiejszych bubli jest Garnier BB Cream w odcieniu Light... przynajmniej tak twierdzi 
producent. Czy on jest Light? Nie wydaje mi się, raczej u bladziochów się nie sprawdzi, 
ale to niestety dopiero początek atrakcji. 
Krem nie dość, że ciemny to jeszcze oksyduje, czyli ciemnieje po jakiś 10 min od nałożenia.
Okropnie się świeci na twarzy, nawet po przypudrowaniu, rozwarstwia się i 
ma bardzo znikome krycie. 




Dla niedowiarków wstawiam swatche kolorów. 
1 to Revlon 150 mój idealny kolor na zimę ( dla porównania).
2 to Garnier BB Cream, cóż idealny kolor jeśli jesteś pomarańczą ;)
3 to korektor z Garniera o którym za chwilę, widać na brzegach jak ciemnieje.




Ostatnim bublem na dziś i całe szczęście, jest wyżej wspomniany korektor również z Garnier. 
Dodam, że produkty są pakowane w kartoniki, więc nie można sprawdzić koloru w sklepie. 
W skrócie mam mu do zarzucenia, wszystko to samo co kremowi BB. Nie wiem jak 
jego działanie przeciw trądzikowe, ponieważ nie ukrywając nie da się go używać.
Garnier się nie popisał 3 buble w jednym poście.




Na szczęście to już wszystko, ja już się żegnam z tymi produktami, ale jestem ciekawa
waszego zdania, testował ktoś jakiś z tych kosmetyków?

Do zobaczenia! :D



Ps.Nie chce zupełnie skreślać tych produktów, bo to, że u mnie się nie
sprawdziły nie oznacza, że u kogoś innego
też nie będą działać. Każdy ma inne preferencje i wymagania, moich nie spełniły.


piątek, 18 grudnia 2015

Ulubieńcy Grudnia 2015

Hej wszystkim!

Nareszcie udało mi się wstawić ulubieńców na czas. :) W grudniu używałam mało kolorówki, skupiłam się raczej na pielęgnacji i zapachach. 

Pierwszy ulubieniec to perfumy, a raczej w miarę ścisłości woda perfumowana. Niewątpliwie, mocno inspirowana zapachem Calvin'a Kleina. Zapach jest delikatny i dziewczęcy, nie jest ani słodki ani dusząco ostry, nie wyczuwam też nut piżma. Wydaje mi się, że zapach jest kwiatowy, utrzymuje się dość długo, uważam, że to dość dobre rozwiązanie do psikania się na co dzień.




Szybka wizyta w sklepie Ziaji,  skończyła się konkretnymi zakupami, postanowiłam odstawić mój niezawodny Effaclar z la Roche Posay i przetestować coś nowego. Wybrałam parę kosmetyków z serii oczyszczającej liście munka. Cały czas jeszcze testuje te produkty i dam wam znać jak będę absolutnie pewna, na razie jestem zadowolona, ale tonik w postaci mgiełki od razu zawładnął moim sercem, odświeża, tonizuje, pięknie pachnie, polecam.




Krótki przerywnik od pielęgnacji, ale nie od zapachu. O tuszu z Loreal Volume Million Lashes słyszałam już dużo dobrego, jednak jego cena nie zachęcała. Udało mi się jednak dorwać go na promocjach w Rossmanie i uwierzcie było warto.

Tusz występuje o ile się nie mylę w 4 lub 5 wersjach, ja zdecydowałam się na So Couture. Zacznę może od tego, że gdy się otwiera unosi się subtelny piękny zapach, tusz ma dość rzadką konsystencję, ale od pierwszego użycia idealnie się sprawuje co w przypadku większości tuszy następuje dopiero po 2 tygodniach od otwarcia. Nabiera na szczoteczkę mało tuszu co ułatwia perfekcyjne rozczesanie rzęs. Maskara się nie osypuje i przez cały dzień rzęsy są w bardzo dobrym stanie. Moja ocena 10/10




Teraz ciąg dalszy pielęgnacji, gdy się robi chłodno moje włosy potrzebują więcej troski niż w inne pory roku. Wiele razy już słyszałam dużo dobrego na temat firmy Kallos i ich masek do włosów. No i cóż nie była bym sobą jak bym sama nie wypróbowała. Śmiało mogę powiedzieć, strzał w dziesiątkę. Wybrałam maskę bananową, która nie jest intensywnie regenerująca, ale ja takiej nie potrzebuję, za to świetnie chroni przed zmianami temperatur, odżywia, sprawia, że włosy się nie plączą, nie elektryzują i są mięciutkie, a no i przepiękne pachnie bananami!




Ostatni produkt to suche szampony z Batiste, jak na razie najlepsze jakie miałam, Są 
niezawodne, ratują z opresji w nagłych przypadkach, pięknie pachną, nadają objętości, są dość wydajne i nie zawodzą mnie wtedy kiedy ich potrzebuje!




Niekosmetycznym ulubieńcem jest zdecydowanie piosenka Justina Biebera "Love yourself". Do Biebera nigdy nic nie miałam, ale jego nowy album jest naprawdę bardzo dobry, teksty są przemyślane, dojrzałe i coś wnoszą, dają do myślenia. Zdecydowanie na plus.




Film jaki polecam nosi tytuł "Jak dogonić szczęście" opowiada o psychiatrze który wyrusza w podróż by przekonać się co sprawia, że ludzie czują się szczęśliwi. Po drodze poznaje wiele osób dzięki którym, dowiaduję się co tak naprawdę jest najważniejsze w jego życiu. Bardzo ciekawy film, który zmusza do chwilowej przerwy w gonitwie życia codziennego i zastanowienia się nad tym co naprawdę w życiu ważne, polecam.




A jakie są wasze ulubione kosmetyki w grudniu?

Zapraszam do obserwacji i do następnego!

wtorek, 17 listopada 2015

Jak nie zginąć w świecie pędzli? Pędzle do twarzy.


Hej dziewczyny! 

Pamiętam, że na początku swojej przygody z wizażem miałam wielki problem z wybraniem i odróżnieniem pędzli. Dlatego przygotowałam dla was już drugą część małego przeglądu, 
najbardziej podstawowych pędzli do makijażu twarzy. 
Pierwszą część poradnika o pędzlach do oczu znajdziecie Tutaj!



Z pędzlami do twarzy jest tak, że bez nich da radę żyć, ale jednak z nimi jest dużo wygodniej i szybciej, no i oczywiście dobry pędzel to dobrze i estetycznie nałożony produkt.
U mnie jest tak, że pędzli do twarzy mogę mieć nieskończenie wiele i każdy znajdzie swoje 
zastosowanie, ale nie każdy potrzebuje całego stada pędzli. Jeżeli malujecie tylko siebie i są 
to głównie dzienne proste makijaże, a od wielkiego święta coś mocniejszego, to raczej wystarczy 
wam tylko kilka podstawowych pędzli. :D Zatem jak wybrać swój idealny zestaw? 




Posegregowałam wszystkie moje pędzle i wybrałam oraz ponumerowałam te, które uważam 
za naprawdę podstawowe i jak dla mnie niezbędne.



Pędzle do podkładu


Na pierwszym obrazku pędzel do podkładu oznaczyłam numerkiem 2 ale postanowiłam dołożyć jeszcze jeden pędzel, którego nie znajdziecie na pierwszym zdjęciu, bo chciałam wam powiedzieć czym różnią się róże modele dostępne na rynku. Tak byście mogły wybrać ten, który będzie najbardziej wpisywał się w wasze oczekiwania. Podkład to chyba najważniejszy czynnik, który najbardziej decyduję o dobrym lub złym wyglądzie naszego makijażu.

Pędzel typu Flat Top

Czyli numer 2 na pierwszym zdjęciu. To świetny pędzel dla tych, którzy potrzebują, bądź po prostu lubią uzyskiwać duże krycie podkładu. Pędzel umiejętnie użyty nie stworzy efektu 
maski i ładnie bez smug rozprowadzi podkład. 
Pędzlem najlepiej nakłada się podkład metodą stemplowania. Dobrym trikiem by uniknąć "zjadania" podkładu przez pędzel jest spryskanie go np. wodą termalną.




Round Top

Ten pędzel daje podobny efekt co Flat top, jednak minimalnie delikatniejszy. Uzyskamy 
nim ciut mniejsze krycie. Tym pędzlem aplikujemy podkład również na mokro ale zamiast 
wklepywać, wykonujemy krótkie pociągłe ruchy z góry na dół.



Duo Fibre

Ten pędzel znajdziecie na pierwszym zdjęciu pod numerkiem 4. Jest on jednak za mały i zbyt mało 
zbity do podkładu dlatego używam go do czego innego. Pędzle duo fibre to dość wyjątkowe pędzlę 
ze względu na swoją budowę. Dwa poprzednie pędzle były wykonane w całości z włosia syntetycznego, natomiast duo fibre jest zrobiony zarówno z syntetycznego jak i naturalnego.
Dzięki temu, że pędzel ma dwa poziomy włosów (na zdj poniżej czarne- naturalne, białe - syntetyczne) może skutecznie rozcierać podkład dając niezwykle naturalny i subtelny efekt, 
dosłownie chmurki koloru. Pędzel idealnie sprawdzi się dla dziewczyn, 
które nie potrzebują dużego krycia





Pędzelek języczkowy

Ten pędzel jest powszechnie nazywany pędzlem do podkładu, ale zupełnie nie rozumiem z jakiej 
racji! Moim zdaniem pędzel wcale nie nadaje się do podkładu, co najwyżej do aplikowania 
kremów bądź masek nie brudząc sobie przy tym rąk. Pędzlem bardzo trudno nałożyć 
podkład tak by nie narobić smug, czy grubej maski. Polecam trzymać się z daleka, bo naprawdę są 
dużo lepsze opcje.





Pędzle do pudru

Na pierwszym zdjęciu nr5. Pędzel do pudru nie jest zbytnio wymagający. Wystarczy że, 
jest puchaty i miękki. Musi mieć dużo włosia by dobrze utrwalić podkład.
Puder zawsze nakładamy metodą wklepywania, a nie omiatania twarzy! Dzięki temu 
wcześniej nałożony podkład zostanie dobrze utrwalony.




Skośny i puszysty

Na zdjęciu nr3. Pędzle tego typu są bardzo wielofunkcyjne. Doskonale nadadzą się do konturowania,
ocieplania, różu czy rozświetlacza.


Duo Fibre mniejsza wersja

Nr4. Opowiadałam wam już na czym polega magia tego pędzla i jak świetnie spisuję się do podkładu. Teraz powiem wam o mniejszej wersji, którą perfekcyjnie nałożycie róż.
Dzięki dwu poziomowemu włosiu na policzkach zostanie idealnie roztarta i subtelna chmurka 
waszego różu! Cudo!




Kabuki Brush 

To idealny pędzel dla podróżniczek! Łączy w sobie idealny pędzel do pudru, bronzera, różu i rozświetlacza, a nawet od biedy do podkładu. Minusem jest z pewnością to że nakładając bronzer 
trzeba się nieźle natrudzić by potem nie nałożyć go np. na całą twarz nakładając puder. 
Co czyni go tak uniwersalnym? Jego kształt oraz ogromna ilość włosia, która nie jest 
zbyt bardzo lub zbyt mało zbita.





Mini Kabuki

(Na pierwszym zdjęciu nr6.) To już ostatni kandydat, który wam dziś pokażę, moim 
zdaniem jest niezawodny. Pędzel jest wykonany z włosia syntetycznego, ma dużo włosów i jest dość zbity, ale dzięki odpowiedniej długości, włosy pięknie pracują i nie są twarde. Pędzel jest czymś 
w rodzaju gumki do wymazywania, bo w połączeniu z kremowym korektorem działa cuda, jak photoshop!




Uff udało się, trochę czytania, ale mam nadzieję że nie zanudziłam was na śmierć i że komuś 
się przyda ten post. Pamiętajcie by odpowiednio dbać o pędzle by ich używanie było
bezpieczne i higieniczne.

Zapraszam do obserwacji i do następnego! 


czwartek, 15 października 2015

Ulubieńcy Września 2015 - nie tylko kosmetyczni

Hej wszstkim!

Przygotowałam dla was bardzo spóźnionych ulubieńców Września który już dawno odszedł w niepamięć.
Postanowiłam delikatnie zmienić formułę przedstawiania ulubieńców, teraz poza moimi ulubionymi kosmetykami znajdziecie również inne rzeczy codziennego użytku. Zapraszam do oglądania.



Od dziś pierwszym obowiązkowym punktem będzie ulubiona muzyka, co by się przyjemnniej oglądało resztę ulubieńców. 



Zapachem, który mnie uwiódł we wrześniu są perfumy Dahlia Divin Givenchy, 
które mają bardzo nieoczywisty i tajemniczy zapach, wyczuwalne jest piżmo, 
którę się w subtelny sposób przenika z kwiecistą nutką. 
Zapach zdecydowanie należy do tych poważnych i wyrafinowanych - idealny na jesień!        


Jak już jesteśmy przy jesiennych zapachach to nie mogę nie wspomnieć o wosku z Yankee Candle, Wszystkie są nieziemskie, ale moim ostatnim zakupem jest wosk z serii jesiennej Amber Moon.


Czas na literaturę, nie wiem jak wy, ale ja sobie nie wyobrażam jesieni bez dobrej książki.
We wrześniu bez wątpienia królowała książka pt. Hopless. To niezwykła historia zwykłej nastolatki,
która odkrywa tragiczne tajemnice swojego dzieciństwa. Książka jest intrygująca, zaskakująca i poruszająca.
Ma przemyślaną, nieoczywistą fabułę, od której nie można się oderwać. To obowiązkowa lektura
na jesienne popołudnia. Uwaga wciąga! ;)


Pogoda ostatnio nie sprzyja, a nic tak nie poprawia humoru jak dobra kawa.
Moją ulubioną ostatnio jest Waniliowe Latte, pyszne i delikatne, z puszystą pianką 
i ponury poranek staje się przyjemniejszy.


Teraz czas na kosmetyki, zdecydowanym ulubieńcem była pomadka z Wibo. Pomadka
ma nawilżające wykończenie, lekką konsystencję przez co bardzo przyjemnie się 
ją nosi i łatwo aplikuje. Jest świetna na co dzień. 


Podkład REVLON to żadne odkrycie, ale nigdy nie miałam okazji go wypróbować. Istnienią 
dwie wersje tego podkładu dla cery suchej i normalnej oraz do tłustej i mieszanej. Ja posiadam 
tą drugą wersję. Podkład nie zawiera olei roślinnych dzięki czemu nie zatyka porów. Krycie ma 
od średniego idące w stronę mocnego. Nie zawiera filtrów UV przez co jest doskonały 
do robienia zdjęć. Podkład posiada szeroką game kolorystyczną, dlatego każdy znajdzie coś dla siebie. 
Wielką jego zaletą dla mnie jest to, że w ciągu dnia utrzymuję się jego matowe wykończenie.
Podkład nie należy do tych najlżejszych i nawilżających, dlatego na co dzień mieszam go z 
lżejszym podkładem i nakładam na mokro gąbeczką Real Techniques.





Ostatnim ulubieńcem jest Lakier hybrydowy z Semilac w odcieniu Deep Red 071. 
Przepiękny głęboki odcień ciemnej, krwistej czerwieni, który był najczęściej wybierany przez moje klientki w ostatnim miesiącu.



A wam jak minął pierwszy miesiąc jesieni? 
Zapraszam do obserwacji i do następnego!